Na zaproszenie bibliotek, szkół, przedszkoli, domów dziecka, księgarń i innych instytucji od listopada 2003 roku odbyłam około tysiąca spotkań autorskich. Spotkania z Czytelnikami są dla mnie niewyczerpanym źródłem radości. Na spotkaniach autorskich zawsze jestem w barwnym stroju wróżki. Reakcje dzieci na mój „służbowy mundur bojowy” są różne od zachwytów „Och, jaka pani jest śliczna”, poprzez zawód ?Ale dlaczego nie w stroju baba-jagi?”, po wielkie niedowierzanie „Jak to? Przecież pisarz nie może być wróżką! Pisarze od dawna nie żyją”

       Do stroju wróżki niedawno otrzymałam w prezencie prześliczny, spełniający marzenia, czarodziejski pierścień. W trakcie spotkania dzieci mogą dotknąć pierścienia, pomyśleć lub powiedzieć swoje marzenie, a ono na pewno się spełni. Na jednym ze spotkań podeszła do mnie dziewczynka, spojrzała mi głęboko w oczy, nachuchała na pierścień, po czym solidnie go wypolerowała i rzekła: „Chcę mieć konia”. „A mieszkasz w domu czy w bloku” – spytałam przezornie. „W bloku, na ósmym piętrze” – oświadczyła. „Aha” – odrzekłam inteligentnie, ale widocznie musiało być coś zastanawiającego w moim wyrazie tworzy, bo po chwili dziewczynka wróciła, dotknęła jeszcze raz pierścienia i rzuciła: „No dobra, to stajnię chcę też”. Pamiętam jeszcze jedno niecodzienne dziecięce marzenie. Było to w Szkole Podstawowej w Szymonowie koło Warszawy. Na spotkanie przyszły dzieci ślicznie ubrane w białe bluzeczki i siedziały grzecznie, zasłuchane w moją opowieść. Gdy przyszedł czas na spełnianie marzeń, wstał przemiły pierwszoklasista, dotknął pierścienia i wprost do ucha wyszeptał mi w uniesieniu „Chciałbym, żeby pani była piękna”. Stałam jeszcze przez moment pochylona nad chłopcem, nie wiedząc czy dziękować, czy się obrazić, zatrzepotałam bezradnie rzęsami, przełknęłam ślinę i spytałam nieśmiało: „Chciałbyś zapewne, żebym ZAWSZE była piękna?” Na to mały przełknął ślinę, zatrzepotał bezradnie rzęsami i wykrztusił bez przekonania: „Nooo, mniej więcej o to mi chodziło”. Pierścień jednak rzeczywiście musi być magiczny, bo do dnia dzisiejszego wpłynęła tylko jedna reklamacja. Pani z biblioteki, nie pamiętam już z jakiego miasta, również dotknęła czarodziejskiego pierścienia i życzyła sobie pomyślnie zdać czekający ją egzamin. Po kilku dniach otrzymuję wiadomość, że pierścień trzeba naprawić. Zmartwiona dzwonię i pytam „Nie zdała pani egzaminu?” „Owszem, zdałam – odrzekła spokojnie – ale musiałam się jednak nauczyć”

       Na spotkaniach robię z dziećmi przeróżne gry, zabawy i konkursy. Jest przy tym bardzo dużo śmiechu. Opowiadam dzieciom ciekawe historyjki związane z pisaniem książek i oczywiście trochę o sobie.

       Jest także możliwość zakupu książek i otrzymania autografu. Nie tak dawno na spotkaniu w Krakowie w przedszkolu „Tęczowa Kraina” ustawiła się długa kolejka dzieci po autograf. Prawie na końcu kolejki stał chłopiec, gdy podszedł do mnie, otworzył książeczkę i grzecznie spytał: „Czy ja mogę dostać autograf?” „Oczywiście, kochanie” – wzięłam od niego książeczkę, spytałam jak ma na imię i postarałam się ładnie napisać: „Dla Grzesia Wioletta Piasecka” oraz złożyłam autograf. Oddałam Grzesiowi książeczkę, a ten uderzył w taki lament, że pół przedszkola postawił na nogi. „Grzesiu! Co się stało?” – dopytywały panie przedszkolanki. „Ja chciałem autograf, a nie tego bazgroła” – wrzasnął Grzesio, wskazując na mój podpis.

       Spotkanie, które szczególnie utkwiło mi w pamięci, miało miejsce w moim rodzinnym mieście w Elblągu, w Przedszkolu nr 10 przy ulicy Mącznej. Odbyło się na świeżym powietrzu i miało formę rodzinnej imprezy plenerowej. Dzieci, Rodzice i Nauczyciele z Przedszkola Nr 10 są mi szczególnie bliscy, gdyż zapraszali mnie na spotkania i czytali moje baśnie, gdy byłam jeszcze nikomu nieznaną pisarką. Na festynie było mnóstwo atrakcji: basen z piłkami, malowanie twarzy, kolorowy pociąg, konkurs piosenek, ciasto, lody, kiełbaski, słodycze i baśniowy kramik z moimi książkami. Gdy tylko przyjechałam, ustawiła się ogromna kolejka po książeczki. Podpisywałam i podpisywałam, a gdy złożyłam już wszystkim autografy i podniosłam głowę, ujrzałam niesamowity widok: mimo tylu atrakcji, jakie były na festynie, dzieci rozsiane na trawce niczym małe muchomorki, siedziały z książeczkami w ręku i czytały. Był to bardzo wzruszający obrazek. Po chwili podeszła do mnie pani dyrektor i powiedziała: „A mówi się, że dzieci nie czytają książek”

       Po spotkaniu w Warszawie w dzielnicy Śródmieście podeszła do mnie ośmioletnia dziewczynka i powiedziała „A ja z mamą Dwie Małgosie, to szesnaście razy przeczytałam i jeszcze będę czytać” – Czy można się dziwić, że kocham te spotkania? Dla pisarza nie ma większej nagrody, niż Czytelnik, który książkę przeczytał wiele razy i jeszcze będzie czytał. Dzięki spotkaniom z moimi Czytelnikami wiem, że warto dalej pisać.