Ignaś. Opowieści patriotyczne
Rok wydania: 2018

Autorka: Wioletta Piasecka

Ilustrator: Daniel Włodarski

Wydawnictwo NIKO

Rok wydania 2018

Format A4, stron: 80, oprawa twarda

 

Projekt realizowany w ramach obchodów stulecia odzyskania niepodległości. Książka wydana przy udziale Biura Programu "Niepodległa".


FRAGMENTY:
Ignaś. Opowieści patriotyczne

Opowiem wam o niezwykłym chłopcu: Ignacym Janie Paderewskim. Jego życie było niczym najpiękniejsza baśń. Miał tylko dwa marzenia: być kimś i zrobić coś dla Polski. Słowa te powtarzał przy każdej nadarzającej się okazji. A Polska w owym czasie potrzebowała ogromnego wsparcia, miłości i oddania. Została bowiem rozdarta pomiędzy trzech zaborców: Prusy, Rosję i Austrię i na długie lata zniknęła z mapy świata. Wielu Polaków z narażeniem życia walczyło o odzyskanie niepodległości. Dzięki ich patriotyzmowi, walce i ogromnej wierze w wolną Polskę, dziś możemy świętować stulecie odrodzenia naszej pięknej Ojczyzny.

Mały Ignaś na zawsze zapamiętał pewien poranek, bo wyrył on bolesną bliznę w jego sercu. Z początku dzień zapowiadał się pięknie. Ciepły wietrzyk kołysał dopiero co obudzone listki, a słońce migotało na kroplach rosy. Ignaś miał w zwyczaju wymykać się, gdy jeszcze wszyscy spali, i kłusować na swoim kucyku. Tego ranka również tak zrobił. Odwiedził łąkę i stawek. Przeskoczył strumyk. Wpadł do sadu pomiędzy jabłonie. Zawrócił. Cmoknął wesoło na kucyka i ruszyli na skraj lasu. Chłopiec wtulił się w kasztanową grzywę przyjaciela, ale spokojny kucyk nagle zadrżał i pogalopował w stronę domu. Na nic zdały się prośby i nawoływania. Kucyk stanął dęba. Ignaś, upadając, potłukł się boleśnie.

- Wracaj! Dokąd? - zawołał na kucyka. Ale ten uciekł hen, daleko, na bezkresne łąki.

Ignaś otrzepał spodnie. Nim zdołał wstać, dobiegł go ogłuszający tętent kopyt. Koni musiało być całe mnóstwo. Zerwał się, by go nie stratowały. Wtedy ich zobaczył. Ubrani na czarno, konno okrążali dom. Ukrył się za drzewem. Kilku żandarmów zeskoczyło na ziemię. Jeden z nich huknął kolbą karabinu w drzwi domu i wrzasnął ochryple:

- Paderewski! Wychodź! W drzwiach stanął wysoki mężczyzna. - Wiemy, że ukrywałeś powstańców styczniowych! Są na to dowody! No, dalej! Wyłaź!

Mężczyzna zrobił dwa kroki. Żandarm natychmiast zakuł mu ręce w kajdany. Popchnął w stronę dowódcy. Ten, nie schodząc z konia, krzyknął:

- Janie Paderewski! W imieniu Cesarstwa Rosyjskiego aresztuję cię! Brać go! Przeszukać dom!

Ignaś podbiegł do taty. Złapał za nogawkę spodni.

- Tatusiu, co teraz będzie? - Podniósł twarz ku ojcu. Wpatrywał się w niego przerażonym wzrokiem. Tata pochylił się i szepnął:

- Bądź dzielny, Ignasiu. Dla naszej ojczyzny nastały ciężkie czasy. Trzeba być silnym. Nigdy się nie poddawaj. Walcz o siebie, synku. I walcz o Polskę.

- Tatusiu, nie martw się! Zobaczysz, będę kimś i zrobię coś dla Polski. Przyrzekam.

Żandarm szarpnął Jana Paderewskiego. Przywiązał do konia.

- Zostaw mojego tatusia! - Chłopiec podbiegł do oprawcy. Rzucił się na niego. Zaciśnięte piąstki waliły na oślep. - Czego chcecie od mojego tatusia? Zostawcie go! Intruz roześmiał się rubasznie. Odpędzał Ignasia jak natrętną muchę, ale ten nie pozwalał się zbyć. Naraz poczuł na plecach piekący ból. Bicz okręcił się wokół drobnego, czteroletniego ciałka. Zranił je bezlitośnie. Chłopiec wyprostował się dumnie. Spojrzał na żandarma z bezgraniczną pogardą. Świszczący głos rzemienia przeciął powietrze jeszcze raz. Ignaś skulił ramionka. Końcówka bicza dosięgnęła policzka i głowy. Po złotordzawych bujnych lokach spłynęła krew.

- Bądź dzielny, synku. Nasza Ojczyzna nas potrzebuje! - Usłyszał krzepiące słowa taty. Jan Paderewski trząsł się z bezsilnej złości. Zacisnął pięści, lecz szepnął łagodnie: - Synku, kocham cię. Bez względu na wszystko, nie rozpaczaj.

Żandarmi przeszukali dom. Zabrali jedzenie, ubrania, kosztowności. Wskoczyli na konie i odjechali. Pozostały po nich kłęby kurzu. Ignasiowi serce zawyło z rozpaczy.

- Zabrali tatę - wyszeptał przerażony. Ubranko przesiąkło krwią. Plecy piekły niemiłosiernie. Naraz wszystko ucichło. Kurz opadł. Chłopiec stał oszołomiony. Przetarł czoło. Ze zdziwieniem spostrzegł, że dłonie ma zabrudzone krwią. Na środek podwórka niespiesznym krokiem wyszedł kogut. Zatrzepotał skrzydłami i wrzasnął na całą okolicę:

- Kukuryku! - Po czym zabrał się za skubanie trawy. Drzwi drewnianej komórki skrzypnęły przeciągle. Chłopiec spojrzał w tamtą stronę. Stała w nich Antosia. Trzęsła się jak w febrze. W drżących dłoniach trzymała jajka. Jedno pękło. Żółtko spływało dziewczynce między palcami.

- Zbierałam jajka. - Chlipnęła. - Chciałam, chciałam, zrobić śniadanie. - Naraz załkała na cały głos: - Zabrali tatusia!

Chłopiec podbiegł do siostry. Objął ją drobnymi rączkami.

- Co z nami będzie? - Rękawem sweterka niezdarnie wycierała łzy. Jajka wypadły jej z rąk. Wszystkie się rozbiły. Jak na komendę nadbiegły kury. Gdacząc i przepychając się, dopadły łatwej zdobyczy.

- Ciiii, nie płacz, siostrzyczko. Tatuś powiedział, że mamy być dzielni, bo Polska nas potrzebuje.

Dzieci przytuliły się mocno do siebie. Sześcioletnią Antosią wstrząsały dreszcze.

- Zostaliśmy całkiem sami. - Spojrzała na brata przerażona. - Mama nie żyje, a teraz zabrali tatę.

- Nie płacz, Antosiu. Nie płacz, siostrzyczko. Przyrzekam ci, że kiedyś będę kimś. Wtedy zrobię coś takiego, że Polska odzyska wolność i wszyscy będziemy szczęśliwi.

- Ale co z nami będzie dzisiaj? - lamentowała dziewczynka.

- Łoj, dziecioki! I co tera z wami byndzie? - Od strony wioski biegła zziajana stara Żelazkowa. Co jakiś czas przystawała. Zgięta wpół, łapała oddech. Ciężka długa spódnica utrudniała poruszanie. - Dziecioki, choćta ze mną. Ło matko! - Zasapała się. - Lece biegusiem. Prosto z pola. Widziałam ich. Tych zbójów! Ło matko! I tego bidnego Janka, waszego łojca. Łoj, po co mu to było? Po co? Nie lepij to cicho siedzieć? Zachciało mu się wolnyj Polski! To tera ma! Dziecioki na pastwe losu zostawione. No chodźta, dziecioki! - Wyciągnęła rękę do dzieci.

Antosia przylgnęła do niej z poczuciem bezbrzeżnej ulgi.

- Tatuś powiedział, że dla wolnej Polski warto poświęcić wszystko. - Ignaś odtrącił podaną dłoń. - A mój tatuś jest mądry.

- Cicho być! Dzieciok jesteś! Co ty tam wisz? Trza jechać po waszo ciotke! Łolaboga! Taki kłopot. No chodźta, chodźta! - Popędzała ich.

Po kilku dniach po Antosię i Ignasia przyjechała ciocia. Padał deszcz, gdy bryczką załadowaną po brzegi całym ich dobytkiem opuszczali Kuryłówkę, malutką wioskę koło Żytomierza, w której się urodzili. Ignaś spojrzał za siebie. Przeczuwał, że już tu nie wrócą. Rzeczywiście, nie mogli wrócić. Dom nie był ich własnością. Jan Paderewski jedynie zarządzał tym majątkiem. Gdy został aresztowany, stracił nie tylko pracę, ale i dach nad głową. Chłopiec rozglądał się na wszystkie strony. Pragnął utrwalić w pamięci każdy szczegół. Nagle wyskoczył z bryczki. Popędził w stronę malutkiego wiejskiego cmentarza. Odnalazł dobrze znany grób. Otaczał go drewniany płotek. Przeskoczył płotek i przytulił się do wystruganego z brzozy krzyża. Wisiała na nim mała tabliczka, na której było napisane: Poliksena Paderewska z domu Nowicka.

- Ignasiu - usłyszał za sobą głos cioci - zmów paciorek za duszę twojej mamy. Ciocia przeżegnała się i w ciszy odmówiła krótką modlitwę. Gdzieś wysoko nad ich głowami śpiewnie zaszczebiotał kos. - Twoja mamusia marzyła, by zostać pianistką. - Ciocia uśmiechnęła się lekko. Ignaś podniósł się z kolan. Ucałował tabliczkę.

- Ciociu, proszę, opowiedz mi o mamie.

Ciocia otrzepała chłopcu kolana. Pocałowała go w czoło i delikatnie ujęła za rączkę.

- Twoja mamusia lubiła grać na fortepianie. Miała wielki talent. Gdy tylko siadała do instrumentu, cała rodzina zbierała się w salonie. Tata grał na skrzypcach. Pamiętam, że Antosia wtedy tańczyła. Miała chyba ze trzy latka. W waszym domu muzyka rozbrzmiewała co wieczór. Mama potrafiła zagrać etiudy, mazurki, walce. Wszystko.

- Ja też chciałbym grać. - Rozmarzył się Ignaś.

- To się dobrze składa, bo u mnie w salonie stoi pianino i od dawna nikt go nie dotykał...

Chłopiec pozwolił, by ciocia poprowadziła go do bryczki. W jego serduszku zrodziło się marzenie. Postanowił zostać pianistą jak mamusia i patriotą jak tatuś.


ILUSTRACJE: